Poezję Brzechwy wcielili w czyn *

 Ostatniej – najprawdopodobniej – premierze Teatru Telewizji zrobiono tak nachalną promocję (reżyserka z główną aktorką były nawet w udających program satyryczny „Kwiatkach Polskich Dużych”), że można było żywić obawę, iż spektakl będzie kompletną kichą i tandetą. Tymczasem przedstawienie „Kanato, czyli wyprawa do krainy wierszy” w reżyserii Magdaleny Małeckiej-Wippich, z Anną Seniuk w wiodącej roli, okazało się majstersztykiem i sprawiło ogromną przyjemność nie tylko najmłodszym (premiera odbyła się w dniu ich święta), ale i starszym widzom, o czym świadczą entuzjastyczne wpisy na profilu społecznościowym Teatru TVP.

Scena zbiorowa. Fot. Natasza Młudzik

Że Anna Seniuk jest mistrzynią interpretacji wierszy Jana Brzechwy, powszechnie wiadomo od czasu jej kultowej „Pchły Szachrajki”. Ale w spektaklu „Kanato” dotrzymuje jej dzielnie kroku cała, bez wyjątku, obsada, z Olgą Sarzyńską, Mileną Suszyńską, Barbarą Garstką, Marcinem Przybylskim i Marcinem Bubółką na czele. A na dodatek w roli samego Brzechwy występuje Wiesław Komasa, powracający do Teatru TVP po dwunastu latach (w 2014 roku zagrał w „Przygodzie” Sándora Máraiego wyreżyserowanej przez Jana Englerta).

Pomysł Magdaleny Małeckiej-Wippich na spektakl nie wydaje się szczególnie odkrywczy, ale sprawdził się doskonale. Oto starsza pani przejmuje we władanie grupę uzdolnionych artystycznie osób (są wśród nich nie tylko aktorzy, ale także cyrkowcy) i tworzy z nich trupę prezentującą kolejne numery programu. A ów program stanowią wiersze Jana Brzechwy. Jest ich w sumie dwadzieścia jeden, w tym te najbardziej znane, takie jak „Sójka”, „Żuraw i czapla”, „Pali się” (znakomicie udramatyzowany przez reżyserkę i aktorów), „Skarżypyta”, „Samochwała”, „Kaczka dziwaczka”, ale też te słabiej zapisane w świadomości odbiorców (m.in. „Król i błazen”, „Latająca krowa”, „Zaczarowany pies”, „Prot i Filip” oraz „Wyprawa na Ariadnie”, z której stworzono epicki, niezwykle dramatyczny obraz).

Scena zbiorowa. Fot. Natasza Młudzik

Miejscem akcji jest studio filmowe, w którym operator-reżyser, pan Soczewka (Paweł Paprocki), utrwala poszczególne popisy artystyczne za pomocą starej kamery. Co i rusz podbiega do niego lub do szefowej trupy ktoś z artystów z obietnicą: „Mam dla dzieci bajkę nową, / Całkiem nową, daję słowo” i przedstawia swoją propozycję. A później następuje solowa lub zbiorowa prezentacja „numeru”. Ale jak to jest robione! Genialna dykcja, mimika, wyraziste i celowe gesty, podobnie jak gra rekwizytami, przemyślany ruch sceniczny z akrobatyczną gwiazdą na finał! Nie ma w tym przedstawieniu żadnego elementu, który znalazłby się w nim bez powodu i przyczyny.

Te popisy aktorskie mają odpowiednią oprawę scenograficzną stworzoną przez Maksymiliana Maca. Przestrzeń przybiera formę a to placu zabaw, a to areny cyrkowej, to znów studia filmowego znanego choćby z „Cinema Paradiso”. Kostiumy zaprojektowane przez Matyldę Kotlińską i Patrycję Fitzet oddają charakter postaci i klimat okresu, w którym tworzył Jan Brzechwa. Nośna jest muzyka Alberta Stensena i kompatybilna z nią choreografia Jarosława Stańka (że o popisach akrobatycznych nie wspomnę). Nic, tylko siąść i oglądać, delektować się pięknym słowem po mistrzowsku podanym przez bardzo dobrych aktorów.

* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 2.06.2026 r.

Komentarze