Baśń o Peryklesie, co miał wielkie szczęście *
Katarzyna Łęcka, jedna z najbardziej twórczych reżyserek Teatru Polskiego Radia, znowu sięgnęła po twórczość Williama Szekspira. Po lutowej premierze „Koriolana” na antenie radiowej Jedynki, dostępnej potem na platformach streamingowych, Łęcka wyreżyserowała „Peryklesa, księcia Tyru” w tłumaczeniu Antoniego Libery.
![]() |
| Michał Breitenwald i Łukasz Borkowski. Fot. Piotr Podlewski |
Pochodząca z początku XVII wieku sztuka, określana niekiedy jako komedia, nie odbiega zasadniczo stylistycznie i kompozycyjnie od większości utworów Szekspira, choć istnieją domniemania, iż prologi i dwa pierwsze akty napisał George Wilkins, z zawodu karczmarz, z doskoku dramaturg i pamflecista obdarzony zdecydowanie mniejszym talentem literackim niż autor „Hamleta”. Na tę dwoistość dramaturgiczną „Peryklesa, księcia Tyru” wskazuje – zdaniem badaczy – chaotyczny styl opowieści.
To, co wskazuje na przeważający wkład Szekspira w finalny efekt dzieła, to niezmiernie rozbudowana akcja z wieloma zwrotami oraz mnogość postaci, z czym musiała sobie poradzić adaptatorka Katarzyna Łęcka. Wyobrażam sobie, iż nie jest łatwo z „przegadanego” pięcioaktowego dramatu zrobić 37-minutowe słuchowisko. Nawet jeśli ma się „do pomocy” Johna Gowera (Mariusz Bonaszewski), narratora, który niczym chór w antycznej tragedii wprowadza słuchaczy w kolejne etapy skomplikowanej akcji. Reżyserka, w odpowiedzi na zarzuty, iż zrobiła swoisty bryk z dzieła Szekspira, zapowiada, że niebawem pojawi się pełniejsza, półtoragodzinna wersja „Peryklesa”.
![]() |
| Katarzyna Łęcka, Łukasz Borkowski i Anna Grycewicz. Fot. Piotr Podlewski |
Dla słuchaczy niebędących fanatycznymi miłośnikami twórczości Williama Szekspira wystarczająca jest, jak się wydaje, ta wersja skrócona. Katarzyna Łęcka stworzyła bowiem skondensowaną, logiczną i – co najważniejsze – czytelną dla odbiorcy opowieść. Ma ona – za sprawą autora/autorów – charakter baśniowy. A jak to w baśni: wszystko kończy się dobrze, zło zostaje ukarane, a dobro nagrodzone. Taisa, żona Peryklesa (Anna Grycewicz), umiera podczas porodu. Perykles (Łukasz Borkowski) zostaje sam z córką Mariną (Joanna Sokołowska). A ponieważ jest władcą prowadzącym wiele wojen, oddaje córkę pod opiekę Kleona (Jan Jankowski) i jego okrutnej żony Dionizji (świetna, mocna kreacja Doroty Landowskiej). Ta, zazdrosna o to, że Marina jest ładniejsza od jej rodzonej córki, postanawia się jej pozbyć. Dziewczyna trafia w ręce piratów, a ci oddają ją do domu publicznego. Tam odnajduje ją – całkiem przypadkowo – Perykles. Córka z ojcem udają się do świątyni Diany w Efezie, by podziękować bogini za szczęśliwe odnalezienie się. A kapłanką bogini okazuje się… Taisa, która przeżyła wrzucenie jej, będącej w letargu, do morza. I odtąd zapewne żyli długo i szczęśliwie.
Zdecydowanie ciekawsze są walory akustyczne tego słuchowiska nagranego techniką binauralną. Dzięki niej znakomicie brzmią efekty dźwiękowe (burza, szum fal na wzburzonym morzu) przygotowane przez Andrzeja Brzoskę. I budująca klimat, subtelna muzyka, którą słuchowisko oprawiła Renata Baszun. Po raz kolejny Katarzyna Łęcka zaangażowała do słuchowiska, przez siebie reżyserowanego, studentów Akademii Teatralnej w Warszawie, którzy bez zarzutu sprawdzili się w scenach zbiorowych.
* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 4.06.2026 r.


Przynajmniej rozumiem teraz co znaczy binauralna metoda🤣👍👏, a dowiedziałam się , gdy odsłuchiwałam baśń o Karkonoszach w Jeleniej Górze.
OdpowiedzUsuńSzekspir może zaskoczyć i oczarować.