Skazani na siebie *

Pierwszy konkurs na scenariusz „Narracje Nieobecne”, ogłoszony w ubiegłym roku przez redakcję Teatru Telewizji, którego tematem była pandemia COVID-19, zakończył się zwycięstwem Mariusza Gołosza i jego dramatu „Stan podgorączkowy”. Nagrodą było wystawienie nagrodzonej sztuki na „największej scenie świata”. Premiera realizacji odbyła się 30 marca 2026 r. w reżyserii Nastazji Gonery, debiutującej w Teatrze Telewizji córki Jolanty Fraszyńskiej i Roberta Gonery. Kilka miesięcy temu TVP Kultura pokazała inny scenariusz Gołosza – „Pieśni piekarzy polskich”.

Zbigniew W. Kaleta, Bartłomiej Deklewa i Bartłomiej Kotschedoff. Fot. Waldemar Kompała

Zgodnie z motywem przewodnim konkursu dramaturgicznego w „Stanie podgorączkowym” autor przedstawia bohaterów skazanych, w wyniku obostrzeń wywołanych pandemią koronawirusa, na zamknięcie w niewielkim wynajmowanym mieszkaniu, bez kontaktu z innymi ludźmi i bez możliwości wyjścia poza obszar tej przymusowej izolacji. Ich stan frustracji pogłębia dodatkowo fakt, iż zarówno Maciej, Anglik, jak i Wojtek są pracownikami gastronomii – branży, która jako jedna z najbardziej doświadczyła skutków pandemii. Lokale zostały zamknięte, a wielu pracowników straciło – jak bohaterowie sztuki Mariusza Gołosza – zatrudnienie, a w ślad za tym źródło utrzymania. Przymusowe, stałe przebywanie ze sobą oraz niepewność jutra powodują, że między mężczyznami narastają konflikty i napięcia; pojawia się agresja wywołana strachem, kryzysy egzystencjalne, budzą się demony przeszłości. Nie mniej istotne jest spadające poczucie własnej wartości i samooceny. W pewnym momencie Maciek odkrywa otwór w ścianie, który staje się dla niego i współlokatorów swoistym „oknem na świat” – tym bezpiecznym, uosabianym przez troskliwą babcię (Iwona Bielska), ucieczką od trudnej lockdownowej rzeczywistości, także w wyimaginowaną wyprawę rodem z filmów science fiction.

Bartłomiej Deklewa, Bartłomiej Kotschedoff i Zbigniew W. Kaleta. Fot. Waldemar Kompała

Istotną rolę w spektaklu Nastazji Gonery, wykorzystującym szeroki wachlarz możliwości realizacyjnych telewizji, odgrywa scenografia Marty Zając – duszna, ciemna, potęgująca klimat przymusowego zamknięcia. To także dzięki niej aktorzy głównych ról mogli stworzyć pełniejszy obraz swoich bohaterów (ciekawie skonstruowanych przez Gołosza). Bartłomiej Deklewa gra przechodzącego kryzys wewnętrzny, neuroatypowego Maćka; Zbigniew W. Kaleta to mężczyzna mający problem ze swoim wiekiem i – jak się wydaje – płciowością; zaś Bartłomiej Kotschedoff jako Wojtek to impulsywny użytkownik środków odurzających. W sytuacji, gdy zagrożenie staje się realne, potrafią jednak osiągnąć porozumienie i być dla siebie wsparciem (bardzo poruszająca jest „balkonowa” rozmowa Wojtka z Maćkiem). Dzięki ich bardzo dobremu aktorstwu wiarygodnie i mocno wybrzmiała groźba rozpadu życia zwykłego człowieka, wywołana tym ogólnoświatowym zatrzymaniem aktywności ludzi, które przez sześć lat wyparliśmy z pamięci.

Dobrze więc, że ten kameralny dramat w tak intrygującej formie wraca do tamtych czasów, gdy wszyscy stanęliśmy do konfrontacji z czymś tajemniczym, nie do końca rozpoznanym, a przecież groźnym.

* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam opublikowana 31.03.2026 r. 

Komentarze