Paula mała mamie powiedziała... * (wersja autorska)
Dość często zdarza się, że jedno rzucone, nie w pełni potwierdzone, podejrzenie burzy zawodowy i życiowy dorobek skarżonego. Taką sytuację przedstawia kataloński dramaturg Joseph Maria Miró w sztuce „Prawo Archimedesa”, na podstawie której Jarosław Tumidajski zrealizował słuchowisko dla Teatru Polskiego Radia (premiera: 11 kwietnia 2026 r.).

Jędrzej Hycnar i Katarzyna Dąbrowska. Fot. Krzysztof Świeżak
Oto Paula, jedna z dziewczynek uczęszczających na zajęcia pływania prowadzone przez Roberta powiedziała swojej matce, że widziała (a może tylko jej się zdawało), jak tenże instruktor pocałował płaczącego, bojącego się wejść do basenu bez motylków Aleksa. Ta z kolei na zamkniętej grupie popularnego portalu społecznościowego rozpowszechnia tę informację wśród rodziców dzieci biorących udział w kursie pływania. Robert z miejsca staje się podejrzanym o pedofilię i ofiarą nagonki, a w finale linczu, pozbawionym możliwości wyjaśnienia sytuacji, obrony własnego dobrego imienia.
Tej możliwości nie stwarza mu w pełni także autor sztuki, który co i rusz mnoży okoliczności stawiające go w niekoniecznie pozytywnym świetle. A to Robert przyjął do znajomych na medium społecznościowym nieletnią Kaję, to znów opowiada swojemu koledze sprośne żarty dotyczące seksu z nieletnimi, niedługo później w jego szafce znajdą się kąpielówki jednego z wychowanków… To chwieje wiarą w jego niewinność również osób, które przez kilka lat z nim pracowały: Kamila (Marcin Bubółka) i Anny, kierowniczki pływalni. Wszyscy oni zmuszeni są zmierzyć się z oskarżeniami wobec ich kolegi i podwładnego. I stanąć wobec jego rzeczywistej lub jedynie domniemanej pedofilii Roberta.
Z takim samym problemem zmierzyć się muszą słuchacze „Prawa Archimedesa”, bowiem ani Joseph Maria Miró, ani Jarosław Tumidajski nie dają jednoznacznej odpowiedzi co do ewentualnej winy bądź niewinności Roberta. Piszący te słowa skłonny jest uznać instruktora za niesłusznie oskarżonego, w czym tkwi duża zasługa Jędrzeja Hycnara, który potwierdza w tym słuchowisku swoją wszechstronność i udowadnia, że samym tylko głosem potrafi wykreować dojmującą postać człowieka zaszczutego przez ostracyzm, pozbawienie zaufania bliskich osób, zburzenie dotychczasowego życia poprzez przylepienie mu łatki pedofila (nawet jeśli to okazałoby się jedynie „przywidzeniem” dziewczynki). Ciekawą w swym rozdarciu bohaterkę stworzyła Katarzyna Dąbrowska jako Anna, wciąż przeżywająca pewną traumę sprzed 7 lat, związaną z własnym synem, obwiniającą się za rodzicielskie zaniedbania. A jednocześnie muszącą zająć stanowisko wobec domniemanego przewinienia swojego pracownika.
Zjawiskiem pokazanym niejako przy okazji sprawy Roberta jest również paranoiczny lęk, który od jakiegoś czasu pojawił się w środowisku osób pracujących z dziećmi i młodzieżą wywołany tym, że każda serdeczność wobec małoletniego (przytulenie, pocałowanie jako forma pocieszenia) może zostać potraktowana jako zły dotyk. Bywa tak, że nauczyciel czy instruktor boi się objąć czy choćby porozmawiać w odosobnieniu z przeżywającym jakiś problem podopiecznym, by nie być uznanym za pedofila.
Jak zwykle w spektaklach Jarosława Tumidajskiego, tak i w tym słuchowisku, pojawia się niezwykle ciekawe opracowanie muzyczne stworzone przez reżysera. Muzyka w „Prawie Archimedesa” genialnie oddaje atmosferę zamkniętej przestrzeni pływalni i wewnętrznych rozterek nie tylko głównego bohatera.
* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 12.04 2026 r. z niewielkimi redakcyjnymi zmianami
Komentarze
Prześlij komentarz