Diabeł - adwokat diabła *
Twórczy duet: Michał Kmiecik (dramaturg) i Marcin Liber (reżyser) zadebiutował 13 kwietnia 2026 r. w Teatrze Telewizji inscenizacją sztuki „Prałat”, stworzoną oryginalnie dla tej „największej sceny świata”. Trochę ponad rok temu pokazano na niej ich spektakl „Ale z naszymi umarłymi” według powieści Jacka Dehnela, będący przeniesieniem kontrowersyjnej realizacji z Teatru im. Żeromskiego w Kielcach, którym wówczas kierował Michał Kotański, obecny dyrektor Teatru Telewizji. „Prałat” ma szansę wzbudzić podobne jak tamten spektakl wzburzenie określonych środowisk.

Rafał Dziwisz i Juliusz Chrząstowski. Fot. materiał TVP
Historia opowiedziana przez Michała Kmiecika i pokazana przez Marcina Libera, z pomocą autora zdjęć Marcina Łaskawca, osnuta została wokół postaci Henryka Jankowskiego – znaczącego niegdyś gdańskiego duchownego, kapelana „Solidarności”, proboszcza parafii św. Brygidy, a przy tym miłośnika wystawnego życia, ekskluzywnych strojów, bogactwa i… małoletnich chłopców. „Prałat” nie jest jednak typową biograficzną sztuką o tym kontrowersyjnym duchownym. Bardziej koncentruje się na zjawisku, o którym wciąż w naszym kraju rozmawia się niezbyt chętnie i jakby półgębkiem, a mianowicie o wykorzystywaniu dzieci przez przedstawicieli Kościoła, o seksualnej przemocy wobec nich.
Podobnie jest w przedstawieniu Kmiecika i Libera: na wieść o planowanej produkcji spektaklu „Prałat” dla Teatru Telewizji na ulicy Woronicza w Warszawie pojawia się Diabeł Robert (znakomity Juliusz Chrząstowski) i kategorycznie żąda od Dyrektora Teatru TVP (Andrzej Kłak), by ten odstąpił od tego pomysłu.

Juliusz Chrząstowski i Andrzej Kłak. Fot. Waldemar Kompała/TVP
Paradoksalnie, w tym celu Diabeł ukazuje Dyrektorowi serię obrazów przedstawiających Jankowskiego (gra go Rafał Dziwisz) jako sodomitę, ale również antysemitę. Zwieńczeniem tej opowieści jest przyznanie się prałata do winy, zesłanie go do piekła (symbolicznie umieszczonego w świątyni zbudowanej przez scenografa Mirka Kaczmarka na scenie obrotowej) oraz zburzenie pomnika duchownego. Pewnym osłabieniem dramatycznego wydźwięku spektaklu jest swoiste relatywizowanie zła poprzez przedstawienie w sztafażu satyrycznym kilkunastu postaci z historii świata i popkultury – od Nerona do Michała Wiśniewskiego (wszystkie zagrane przez Dawida Ogrodnika) – oraz przypisywanie szerzenia się zła diabłu.
Najmocniejszym akcentem telewizyjnego „Prałata” jest oddanie przez twórców głosu ofiarom przestępców w sutannach. Chór chłopięcy wyśpiewuje krzywdy doznane przez dzieci ze strony księży. Wykorzystano do tego m.in. słynną „Zabawę w chowanego” Kory Jackowskiej i Marcina Macuka. Małoletnie ofiary są tu nie tylko ministrantami, lecz także sędziami i dręczycielami kapłana w piekielnych czeluściach.
Bo tak naprawdę „Prałat” nie jest o tytułowej postaci, lecz o krzywdzie – co podkreśla reżyserka powstającego spektaklu, grana przez Helenę Urbańską – krzywdzie wyrządzanej przez przedstawicieli Kościoła i wciąż przez niego (oraz inne instytucje) tuszowanej.
W tym mrocznym, mocnym – tym bardziej że opartym na faktach – choć momentami przerysowanym, niewolnym od symboliki i metafory spektaklu padają też pytania, które z pewnością pozostaną na długo z widzem: jak to możliwe, że wielu ludzi, w tym znaczących polityków, wiedziało o tym, co działo się na plebanii przy ul. Profesorskiej 17 w Gdańsku, i nie reagowało? I wreszcie pytanie fundamentalne: jak to możliwe, że Bóg na to pozwolił – gdzie był, gdy przez całe lata działa się krzywda jego „braci najmniejszych”?
* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 14.04.2026 r.
Komentarze
Prześlij komentarz