Ach, dzieckiem z Bullerbyn być! *

Pierwszą premierą na generalnie przebudowanej i oddanej do użytku ledwie w połowie marca bieżącego roku Scenie Fraszka Teatru Powszechnego im. Jana Kochanowskiego w Radomiu jest klasyka literatury dziecięcej – „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren w adaptacji Anny Ilczuk, wyreżyserowana przez Jerzego Jana Połońskiego.

Scena zbiorowa. Fot. Teatr Powszechny w Radomiu

Na tej pełnej uroku książce wychowują się kolejne pokolenia dzieci na całym świecie od blisko ośmiu dekad. W Polsce utrzymuje się ona – mimo radykalnych cięć dokonanych przez obecne kierownictwo resortu edukacji narodowej – na liście lektur dla najmłodszych uczniów. To pełna humoru opowieść o sześciorgu dzieciach z niewielkiej szwedzkiej wioski. Mieszkają w trzech sąsiadujących ze sobą osadach, wspólnie spędzają czas, przeżywając wszelkiego rodzaju przygody. A że są bardzo kreatywne, to w ciekawy sposób korzystają ze swobody i samodzielności pozostawianej im przez dorosłych opiekunów. Wymyślają różne „zajętości”, nawet zakładają „Wiśniową Spółdzielnię”, toczą boje z niegrzecznym – wbrew nazwisku – szewcem, opiekują się jego psem Svippem, którego ten nie za bardzo lubił…

O ich życiu, dniu powszednim i wyjątkowych okazjach, takich jak Wigilia czy urodziny, opowiada siedmioletnia Lisa Erikson (w premierowej prezentacji zagrała ją gościnnie Maria Kłusek, która będzie się dzielić rolą z Zuzanną Repelowicz), która lubi chodzić do szkoły (sic!) i bawić się lalkami, a przy tym musi znosić dzielenie pokoju z dwoma braćmi o imionach: Lasse (brawurowo zagranym przez Mateusza Michnikowskiego) i Bosse (równie znakomity Alan Bochnak). W osadzie Bullerbyn mieszkają jeszcze Anna (świetnie, z komediowym pazurem zagrana przez Agnieszkę Grębosz), Britta (Milena Jóźwiak) i nieporadny trochę Olle (Przemysław Bosek).

Scena zbiorowa. Fot. Oliwia Krawczyk

Tak jak Astrid Lindgren, tak i twórcy radomskiego przedstawienia pokazują świat, jakiego obecne dzieciaki mogą pozazdrościć swoim rodzicom i dziadkom. Świat, w którym nawiązywano prawdziwe, niewirtualne kontakty, gdy dzieci (i nie tylko one) potrafiły wspierać się w trudnych sytuacjach, przyjaźniły się, nie znały nudy, bo zawsze umiały wymyślić sobie jakieś frapujące zajęcie lub zabawę, umiały ze sobą szczerze rozmawiać o swoich marzeniach i problemach. Mocne były też więzi rodzinno-sąsiedzkie oraz empatia w stosunku do zwierząt.

A przy tym radomskie „Dzieci z Bullerbyn” są przedstawieniem spełniającym wszelkie wymagania stawiane przed tego typu spektaklami. Walorem jest bardzo dynamiczne, acz nieszaleńcze tempo, nie dające okazji do nudy czy rozkojarzenia. W dużym stopniu przyczynia się do tego rewelacyjna choreografia Alisy Makarenko, wręcz perfekcyjnie wykonana przez całą szóstkę aktorów, którym na plus należy także zaliczyć sprawne łączenie – zwłaszcza na początku spektaklu – animacji lalek z grą stricte dramatyczną. Niektóre układy ruchowe wprost pokazują gry i zabawy dzieci z Bullerbyn, mogąc w ten sposób być inspiracją dla młodej widowni. Z choreografią zharmonizowana jest muzyka Marcina Partyki. Ciekawą, poniekąd pudełkową scenografię zbudowała Joanna Martyniuk, odpowiadająca także za kostiumy. Funkcjonalna, „łatwa w obsłudze” scenografia nie tylko wypełnia scenę, ale również „gra” w poszczególnych scenach.

„Dzieci z Bullerbyn” zostały wyreżyserowane przez Jerzego Jana Połońskiego z pomysłem i znajomością potrzeb najmłodszej widowni, ale nie tylko, bo i starsi widzowie przednio bawią się na tym przedstawieniu. Bo to bardzo dobre, familijne przedstawienie jest.

* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 26.04.2026 r.

Komentarze