Wszystko na sprzedaż, nic do kupienia*
Nie popisała się Telewizja Polska, chcąc uczcić Rok Andrzeja Wajdy, ogłoszony w związku z setnymi urodzinami i 10. rocznicą śmierci Mistrza. Jego filmy Jedynka pokazywała w godzinach późnowieczornych, podobnie było z programami traktującymi o jego życiu i dziele.

Daniel Olbrychski i Magdalena Cielecka. Fot. Waldemar Kompała
A Teatr Telewizji zaproponował widzom swoisty remake, czy też reinterpretację jego obrazu „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku. Reinterpretację kompletnie nieudaną, niestety. Sam pomysł, na jaki wpadli scenarzyści i reżyserzy tego – bardziej filmu telewizyjnego niż spektaklu teatralnego – Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman, wydawał się bardzo ciekawy i oryginalny. I odważny, bowiem młodzi twórcy podjęli się zmierzenia swoich wizji z twórczością Andrzeja Wajdy. Dużo zaczerpnęli wprost z jego filmu: wojskowy kubek, futro Elżbiety, kożuch reżysera, karuzela nad brzegiem Wisły, konie… Podobnie jak Wajda w scenariuszu umieścili swoje alter ego (Magdalena Koleśnik i Bartosz Bielenia). Spektakl otwiera kultowa scena z udziałem Elżbiety (Daria Polunina) i Beaty (Magdalena Cielecka), odtwarzana na planie rzekomo ostatniego filmu Wajdy. Można zadać pytanie, czemu jest to scena z filmu „Wszystko na sprzedaż”, skoro ostatnim filmem tego reżysera były „Powidoki”, w pełni przez niego zrealizowane. U Jakimiak i Atmana reżyser nie zjawia się na planie, Agnieszka i Mateusz próbują więc dokończyć rozpoczęty przez Mistrza film. W międzyczasie poszukują go na mieście, w klubach… Z radia dowiadują się o jego śmierci. Wówczas, za namową producentki (Małgorzata Gorol), decydują się zrealizować obraz o nieobecnym reżyserze – tak jak kiedyś on nakręcił film o Zbigniewie Cybulskim, który nie pojawił się na planie filmu.
Przy okazji omawiania koncepcji mającego powstać dzieła pada wiele pseudofilozoficznych – tylko z założenia głębokich i metaforycznych – wypowiedzi na temat Mistrza i jego dzieła, a także sztuki i jej roli w życiu społeczeństwa. Nie brakuje też anegdot o Wajdzie, nie obywa się bez naśladowania jego charakterystycznego sposobu mówienia. Wynurzenia te przerywają koszmarnie długie przerywniki w postaci popisów saksofonisty (Bendik Giske) oraz fotografie chyba wszystkich znajdujących się w Warszawie miejsc uświęconych krwią jej mieszkańców w okresie II wojny światowej. Znaczący w historii naszego kraju rok 1968 i tłumienie strajków studenckich realizatorzy zastępują strajkiem kobiet z 2016 roku. Archiwalne ujęcia również przeciągnięte są poza granice cierpliwości widza – tak jakby chodziło o „dobicie” do określonego przez zleceniodawcę czasu trwania spektaklu.
Zdecydowanie przyjemniej patrzyło się na – też niekrótką – przejażdżkę konną Magdaleny Cieleckiej i Daniela Olbrychskiego (jedynego z całej obsady, który zagrał w Wajdowym „Wszystko na sprzedaż”). Nawiasem mówiąc, występ tego wybitnego aktora (i Andy Rottenberg) niewiele zmienił w całościowej ocenie dzieła Agnieszki Jakimiak i Mateusza Atmana. Męczące dłużyzny, przekombinowane odniesienia, nakłady niewspółmierne do efektu – to główne cechy i grzechy tej produkcji.
Jeśli coś chciałoby się kupić z tej oferty, to zdjęcia Przemysława Brynkiewicza i muzyka Wojciecha Blecharza. Trochę mało, ale – jak to mówią – na bezrybiu i rak ryba.
* Recenzja napisana dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam opublikowana 17.03.2026 r.
Komentarze
Prześlij komentarz