Ofiara skazana *

Tragedia „Beatrix Cenci”, napisana przez Juliusza Słowackiego w 1840 roku, ukazała się dopiero w jego „Pismach pośmiertnych” ćwierć wieku później. Nigdy nie dorównała popularnością dramatom „Kordian” czy „Balladyna”, choć nie ustępuje im pod względem emocji i dramatyzmu. Przy tym nad wyraz mocno rezonuje ze współczesną rzeczywistością, czego dowodzi adaptacja sztuki dokonana i wyreżyserowana w Teatrze Polskiego Radia przez Aleksandrę Bielewicz.

Monika Obara, Mirosław Zbrojewicz, Jowita Kropiewnicka i Andrzej Szeremeta. Fot. Cezary Piwowarski

Opowieść o tytułowej bohaterce zaczerpnął Juliusz Słowacki prawdopodobnie z „Kronik włoskich”, gdzie opisano autentyczną historię XVI-wiecznej arystokratki, która wraz z matką, a potem macochą i bratem przez lata doświadczała przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej ze strony ojca, Francesca. Miarka się przebrała po najbardziej dramatycznym wydarzeniu dokonanym przez ojca na córce, po którym macocha ofiary, Lucrezia (Monika Obara), pod wpływem szatańskich podszeptów trzech (jak w szekspirowskim „Makbecie” – w słuchowisku świetnie zagranych przez Elżbietę Nagel) wiedźm oraz księdza Negri (Jan Kwapisiewicz) postanawia zabić męża. Czynu tego ma dokonać syn (Daniel Dobosz), który właśnie wrócił z wojennej wyprawy. Ten jednak w ostatnim momencie tchórzy. Wówczas niespodziewanie zastępuje go Beatrix (Jowita Kropiewnicka, którą niebawem zobaczymy w „Trojankach” Eurypidesa wystawianych w warszawskim Teatrze Powszechnym przez Aleksandrę Bielewicz). Rodzina, wspólnie z księdzem Negri, postanawia wynieść nocą ciało Francesca na ulicę i zainscenizować jego śmierć w wyniku napadu. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do momentu pogrzebu Cenciego (Andrzej Szeremeta), kiedy dochodzi do spotkania Beatrix z młodym malarzem Giano Gianim (Oskar Stoczyński). Oboje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Z tą miłością nie może pogodzić się lubieżny ksiądz Negri, który od dawna pożądał pięknej Beatrix. Widząc, że jej serce należy do innego mężczyzny, postanawia donieść na ojcobójczynię władzom. Beatrix staje przed Inkwizytorem (Mirosław Zbrojewicz) i zostaje skazana na śmierć.

Oskar Stoczyński, Jan Kwapisiewicz i Elżbieta NagelFoto: Cezary Piwowarski

„Beatrix Cenci” w adaptacji Aleksandry Bielewicz, mimo pewnych koniecznych skrótów (przed wysłuchaniem warto zapoznać się choćby pobieżnie z historią rodziny Cencich, bowiem nagromadzenie przez Słowackiego – trochę jakby wzorem Szekspira – wątków i postaci w połączeniu z adaptatorsko-reżyserskimi skrótami nie ułatwia percepcji sztuki), pozostaje wciąż dramatem oskarżycielskim. Wobec rodzinnych oprawców, którzy dzięki wpływom, znajomościom i zajmowanym w społeczeństwie funkcjom unikają kary za swe niegodziwe czyny. Ale także wobec nieudolnego państwa i instytucji sądowych, które zamiast stawać w obronie ofiary, sądzą ją i karzą. Można przy tej okazji postawić pytanie, czy z powodu nieskuteczności wymiaru sprawiedliwości ofiara ma prawo do samosądu, jakie są granice samoobrony lub obrony koniecznej. Słuchowisko pokazuje, że mimo upływu setek lat niewiele lub zgoła nic w tym zakresie zmieniło się na lepsze. Tym samym dramat Słowackiego staje się aktualny także współcześnie.

Słuchowisko zrealizowane przez Andrzeja Brzoskę wciąga od pierwszego dźwięku, a mroczny klimat dramatu rodziny Cencich znakomicie podkreśla i potęguje muzyka Szymona Sutora. Aktorsko wszystkie role (także niewymienione wcześniej podwójne wcielenie Tomasza Nosinskiego) zostały zagrane bez zarzutu, niezwykle sugestywnie.

* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam opublikowana 2.03.2026 r.

Komentarze