Nie wiara czyni człowieka *

W Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu premiera goni premierę. Po dwóch spektaklach lżejszego kalibru („Next-ex” i „Jeśli pragniesz kobiety, to ją porwij”) w Międzynarodowym Dniu Teatru zaprezentowano klasyczny oświeceniowy dramat Gottholda Ephraima Lessinga w tłumaczeniu Jacka Stanisława Burasa – „Natan”. Spektakl wyreżyserował Piotr Kurzawa, który ma już w swoim dorobku realizację tej sztuki (w 2018 roku w toruńskim Teatrze im. Horzycy).

Łukasz Węgrzynowski i Tomasz Wóltański. Fot. Marta Dudzińska

Niemiecki dramaturg osadza akcję swojego bodaj najpopularniejszego dramatu w Jerozolimie, podczas trwania krótkiego rozejmu w trakcie trzeciej wyprawy krzyżowej, pod koniec XII wieku. Dochodzi tutaj do spotkania przedstawicieli trzech monoteistycznych religii: chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. Powracający z wyprawy kupieckiej Natan, bogaty Żyd, charakteryzujący się spokojem i mądrością, oceniający ludzi po czynach, a nie wyznawanej religii, dowiaduje się, że jego córka Recha została uratowana z pożaru przez templariusza Curda von Stauffena, ułaskawionego uprzednio przez sułtana. Postanawia go odnaleźć, by dziewczyna mogła mu podziękować za ocalenie. Kiedy jednak między młodymi pojawia się uczucie, Natan nie jest z tego zadowolony. Tymczasem templariusz dowiaduje się od Dai, opiekunki Rechy, że jest ona adoptowaną córką Natana, a jej biologiczni rodzice byli chrześcijanami. Udaje się więc po poradę do fanatycznego patriarchy Jerozolimy (znaczący epizod Piotra Kondrata). W sytuację wmiesza się jeszcze Saladyn, przywódca wyznawców Mahometa.

Pod płaszczykiem tej średniowiecznej historii Lessing wyraża bliskie mu filozoficzne przemyślenia o konieczności humanitarnego podejścia do innych ludzi, propaguje tolerancję religijną i równorzędność religii, a przy okazji krytykuje hierarchów kościelnych i ich fanatyzm religijny. Ten XVIII-wieczny dramat wyjątkowo boleśnie – zwłaszcza w świetle dziejących się na Bliskim Wschodzie wydarzeń – rezonuje z rzeczywistością XXI wieku.

Twórcy radomskiego przedstawienia podkreślają tę ponadczasowość i uniwersalność „Natana”, który jest lekturą obowiązkową w niemieckich szkołach. Stąd umowna, stosunkowo nieskomplikowana, wolna od symboli religijnych scenografia oraz zaledwie stylizowane na dawne kostiumy autorstwa Małgorzaty Pietraś (brawa za pomysłowość i kreatywność!). Brak jednoznacznych odniesień religijnych wynika z przyjętej przez twórców perspektywy – jak mówił przed premierą Piotr Kurzawa – najważniejsze jest pytanie: „czy Żyd i chrześcijanin to w pierwszym rzędzie Żyd i chrześcijanin, czy też ludzie?”. I to właściwie wszystkie „ekstrawagancje” tego przedstawienia, zrealizowanego według dobrych, klasycznych tradycji, z szacunkiem dla tekstu (niełatwego, bo pisanego nierymowanym pentametrem jambicznym, wzorowanym na metrum szekspirowskim), wiernością idei autora oraz dbałością o przekonujące wizerunki postaci. Przejawia się w tym znakomity warsztat aktorski całej dziesięcioosobowej obsady, grającej bez mikroportów, co dzisiaj zdaje się ewenementem w polskim teatrze.

Scena zbiorowa. Fot. Marta Dudzińska

Tytułowym Natanem, hołdującym przekonaniu, że o wartości człowieka stanowią nie jego wyznanie, lecz czyny, a jednocześnie skrywającym wielką tajemnicę, jest Łukasz Węgrzynowski (występujący gościnnie, były aktor Teatru Powszechnego w Radomiu), doskonale operujący pauzą. Jego kreacja cechuje się ogromnym skupieniem i introwertycznością. Tomasz Wóltański wiarygodnie pokazuje przemianę Templariusza – z człowieka uprzedzonego wobec innych wyznań w osobę uznającą prawo każdego do życia zgodnie z własnymi poglądami i wiarą – niekoniecznie chrześcijańską. Saladyn Marka Brauna to człowiek targany wątpliwościami co do tego, która wiara jest prawdziwa, i ostatecznie zmienia swoje podejście do tego zagadnienia. Daja, grana przez Izabelę Brejtkop, to zatwardziała chrześcijanka, w pewnym stopniu szantażystka wobec swego chlebodawcy, próbująca na siłę przekonać Rechę, swoją podopieczną, do własnej religii. Grająca córkę Natana Laura Pajor po raz kolejny udowodniła, że jest aktorką o ogromnym talencie, któremu – na szczęście – teatr radomski pozwala wybrzmieć na scenie. W pozostałych rolach podziwiać można: Annę Podolak (Sittah), Mateusza Palucha (Braciszek), Adama Majewskiego (Derwisz Al-Hafi) oraz Katarzynę Dorosińską-Braun w niemej roli Żony Natana.

W „Natanie” Piotra Kurzawy istotną rolę odgrywa także muzyka Piotra Salabera, stanowiąca udaną kompilację dźwięków charakterystycznych dla trzech kultur ścierających się w sztuce Lessinga, dzięki czemu doskonale współgra z atmosferą świata przedstawionego. Spokojne, nieco leniwe tempo przedstawienia pozwala skupić się na padających ze sceny szalenie istotnych kwestiach i ważkich pytaniach, a także zrozumieć nieco zawiłe relacje łączące bohaterów.

* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam opublikowana 28.03.2026 r. 

Komentarze