Wyjście z cienia niepamięci *

Kazimierz Górski i Ernest Wilimowski to wybitne postaci polskiego świata sportu, a konkretniej piłki nożnej, choć każda w innym zakresie. Pierwszy stał się legendą już za życia – był nazywany trenerem wszech czasów lub trenerem tysiąclecia; drugi przez komunistyczne władze Polski został skazany na bycie „białą plamą” jako zdrajca ojczyzny. Nikt wówczas nie wnikał w motywacje jego zachowań ani nie starał się zrozumieć sytuacji, które je wywoływały. Dobrze się więc stało, że po blisko trzech dekadach od śmierci legendarny Ezi doczekał się swoistej ekspiacji dzięki sztuce Roberta Talarczyka, której premiera miała miejsce w Teatrze Telewizji w reżyserii Janusza Zaorskiego.
 
Zbigniew Zamachowski i Andrzej Chyra. Fot. Przemysław Jendroska

Nikt bardziej nie był uprawniony do wyreżyserowania „Eziego” niż twórca kultowego „Piłkarskiego pokera”. Janusz Zaorski kocha piłkę nożną, zna się na niej i rozumie ludzi futbolu. Jak zapewne każdego reżysera, interesują go nieoczywiste koleje ludzkiego losu. W sztuce Roberta Talarczyka są one wyjątkowo skomplikowane i determinowane przez politykę oraz ustrój państwa. Wilimowski urodził się w 1916 roku, gdy Polska nie istniała jako samodzielny byt, więc de facto był Niemcem, choć sam uważał się za Ślązaka. Kiedy jego rodzinne Katowice zostały przyłączone do Polski, zaczął grać w reprezentacji naszego kraju. Po wybuchu wojny, gdy Niemcy ponownie przejęli jego rodzinne miasto, zmuszano go do występów w reprezentacji III Rzeszy. Zgodził się dopiero wtedy, gdy jego matkę wywieziono do obozu Auschwitz, a kartą przetargową w sprawie jej uwolnienia była zgoda Eziego na reprezentowanie kraju Hitlera.

Zmienne koleje przynależności państwowej przechodził także Kazimierz Górski. Urodzony w polskim Lwowie, grał dla Polski; po wkroczeniu do miasta Rosjan – dla Związku Radzieckiego; po zajęciu Lwowa przez Niemców – dla Trzeciej Rzeszy, by ostatecznie zakończyć karierę w Spartaku Lwów, drużynie NKWD. Górski miał jednak więcej szczęścia niż Wilimowski, gdyż jako trener stał się twórcą największych w historii sukcesów polskich piłkarzy nożnych. Przynosił międzynarodowe triumfy krajowi, którymi chlubili się również partyjni dygnitarze. Właśnie w czasie trwających w Republice Federalnej Niemiec mistrzostw świata w 1974 roku, w miejscowości Murrhardt, gdzie mieszkały „Orły Górskiego”, dochodzi do spotkania obu bohaterów.

Andrzej Chyra i Zbigniew Zamachowski. Fot. Przemysław Jendroska

Nie wiadomo, jak przebiegało to spotkanie, ponieważ Górski nigdy o nim nie opowiadał. To, co oglądamy w spektaklu, jest literacką wizją Roberta Talarczyka, który pojawia się w przedstawieniu w epizodycznej roli tajniaka. Można powiedzieć, że wizja ta jest miejscami przekombinowana – wątpliwe, by pan Kazimierz zdecydował się na całonocne picie przed tak istotnym meczem, jak spotkanie z RFN. Pozwoliła ona jednak Talarczykowi przedstawić ważne w jego mniemaniu problemy: poczucie tożsamości narodowej, uwikłanie w trudną historię (dotyczące nie tylko Ślązaków), konieczność dokonywania wyborów rzutujących na całe życie człowieka. To także przestroga przed pochopnością w ferowaniu ocen. Największą zasługą sztuki Talarczyka i spektaklu Zaorskiego jest jednak przywrócenie postaci Ernesta Wilimowskiego świadomości wielu ludzi, którzy dotąd nie mieli pojęcia o jego istnieniu i ogromnych osiągnięciach sportowych.

Artystycznie spektakl „Ezi” nie jest dokonaniem szczególnie wybitnym, choć zapewne nie taki był główny zamysł twórców. Na uwagę zasługują zdjęcia Łukasza Gutta, znakomicie oddające atmosferę tajności spotkania Górskiego i Wilimowskiego, oraz oryginalna aranżacja i wykonanie przez Jana Porzuczka znanej śląskiej piosenki „Karliczek”. W aktorskim pojedynku Andrzeja Chyry (Ezi) ze Zbigniewem Zamachowskim (Kazimierz Górski) bardziej przekonujący okazał się ten pierwszy – nie tylko dlatego, że większość widzów nie znała pierwowzoru tej postaci. Chyra stworzył poruszającą kreację człowieka świadomego swojej wybitności, ale także niezawinionej życiowej porażki.

* Recenzja powstała  dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 24.02.2026 r.

Komentarze