Taką to by na stos! *
Czarownice od dawna są postaciami, które zaludniają - za sprawą wszelakich przekazów, opowieści, baśni - wnętrze dziecięcej wyobraźni. W czasach bardziej współczesnych do podtrzymywania żywotności tych postaci przyczyniają się twórcy filmów i powieści fantasy. Czasami w ofercie wydawniczej spotkać można pozycje stricte historyczne traktujące zagadnienie czarownic z naukowego punktu widzenia, jak na przykład książka profesora Jacka Wijaczki wydana przez Replikę „Polowanie na czarownice w Polsce w XVI – XVIII wieku”.

Okładkę projektował Mikołaj Piotrowicz. Fot. Wydawnictwo Replika
Jacek Wijaczka jest jednym z najwybitniejszych znawców tematu i to nie dlatego, że pochodzi ze Świętokrzyskiego, gdzie znajduje się Łysa Góra, na której podług legendy czarownice urządzały swoje sabaty. To, mówiąc już poważnie, zasługa wyjątkowej dociekliwości badawczej tego profesora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dowodzi tego również rzeczona książka, w której autor polemizuje, a czasem wręcz obala funkcjonujące w historiografii i powszechnym obiegu informacje.
Na zawartość książki składa się osiem artykułów autorstwa profesora Wijaczki, z których trzy ukazały już wcześniej w anglojęzycznej wersji w czasopismach naukowych. Pozostałe to eseje premierowe. Autor opisuje w nich różne aspekty polowania na czarownice i ich procesy w państwie polsko – litewskim czasów wczesnonowożytnych ze szczególnym uwzględnieniem drugiej połowy XVII i pierwszej XVIII wieku, kiedy to nastąpiło na tym terenie apogeum tychże. Poza tym,że Wijaczka w sposób autorytatywny obala mit, iż Polska była krajem bez stosów, to jeszcze pokazuje, jak łatwo było taką czarownicą lub czarownikiem (bo mężczyźni, choć w dużo mniejszym stopniu, też byli posądzani o konszachty z diabłem)zostać. Wystarczyło pomówienie jednego nieżyczliwego sąsiada lub sąsiadki. A już kat się postarał o to przy pomocy tortur, by nastąpiło pożądane przez sąd i skarżącego przyznanie się do winy.
Jacek Wijaczka w niezwykle ciekawy sposób tłumaczy zjawisko nasilenia procesów o czary w okresie anomalnych warunków pogodowych (w tzw. małej epoce lodowcowej), zwraca uwagę na ówczesną obyczajowość i religijność społeczeństwa na przestrzeni XVI – XVIII wieku. Powołuje się przy tym na źródła historyczne, także takie, do których nikt przed nim nie dotarł (ich wykaz można znaleźć w przypisać i bibliografii kończącej każdy z rozdziałów). Sporo uwagi poświęca też procesom z udziałem dzieci, które to zagadnienie jeszcze do niedawna przez historyków przedmiotu traktowane było w sposób marginalny; rozwiewa też w sposób wydaje się ostateczny sprawę rzekomo ostatniego procesu czarownic, który miał się odbyć w Doruchowie w 1775 roku. Zupełnie nowe światło badania profesora rzucają na głoszone przez profesorów: Bohdana Baranowskiego i Janusza Tazbira sądy na temat...samosądów w stosunku do rzekomych czarownic i czarowników.
„Polowanie na czarownice” Jacka Wijaczki napisane jest zwięzłą, zrozumiałą popularnonaukową polszczyzną, która nie odstręcza od lektury nawet tych czytelników, w zakresie zainteresowania których historia nie znajduje się na poczesnym miejscu.Zachęca też do sięgnięcia po jego wcześniejszą książkę "Czarownicom żyć nie dopuścisz".
Jacek Wijaczka: „Polowanie na czarownice w Polsce w XVI – XVIII wieku”
Wydawnictwo Replika (seria: Wierzenia i Zwyczaje)
Poznań 2025
Stron: 288
* Cytat z piosenki Agnieszki Osieckiej „Wariatka tańczy”
Jeden mój blogowy kolega pisze takie opowiastki o czarownicach. Spytam go czy zna taką naukową pozycję.
OdpowiedzUsuńPamiętam jakie ogromne wrażenie zrobił na mnie spektakl telewizyjny Czarownice z Salem Artura Millera chyba z początku lat osiemdziesiątych, jako alegoria amerykańskiej nagonki politycznej, bo nie wiem czy w tamtych czasach rozumiałam że też chodziło o polską sytuację.
Potem był też doskonały film.
To prawda, "Czarownice z Salem" z Wilhelmim i Głąbczyńską były znakomite. Później widziałem też spektakl z Czopem i Więdłochą w Łodzi. A temat czarownic i ich procesów bardzo interesujący, zwłaszcza w kontekście mentalności ludzi.
Usuń