Kiedyś to byli ojcowie! *
Krytyk teatralny, Wiesław Kowalski, napisał niedawno o Arturze Pałydze, że to „dramatopisarz od spraw, których nie potrafimy powiedzieć głośno”, a na dodatek „potrafi opisywać nasze nieopowiedziane sprawy takim językiem, który potrafi nas ruszyć z miejsca”. Trudno nie zgodzić się z tą opinią, słuchając najnowszej premiery Teatru Polskiego Radia, którą było słuchowisko według dramatu Pałygi „Ojcze nasz” w adaptacji i reżyserii Tadeusza Kabicza.

Na pierwszym planie (od lewej): Mateusz Rusin (Franuś) i Arkadiusz Brykalski (Ojciec). Fot. Cezary Piwowarski
W tym dramacie Artur Pałyga porusza problem ojcostwa, a w szerszym aspekcie patriarchatu, który przez wiele lat był (a może wciąż jest) dominującym schematem funkcjonowania mężczyzn w społeczeństwie i rodzinie. Głównym bohaterem jest tutaj niejaki Władysław, wojskowy, który dzierży władzę nie tylko w jednostce, ale i w rodzinie. Twardą ręką wychowuje swoje dzieci, w tym wrażliwego Franusia, którego dialog ze zmarłym ojcem stanowi oś dramaturgiczną sztuki. Z góry traktuje również żonę Magdę (sugestywna, chwilami poruszająca kreacja Dominiki Ostałowskiej), która ma rodzić dzieci, dbać o ich podstawowe potrzeby, wychowanie i kształtowanie ich charakterów pozostawiając mężowi, ich ojcu, który jest klasycznym przykładem przemocowca. Jego okrucieństwo i satysfakcję czerpaną z upokarzania innych pokazuje m.in. wstrząsająca scena jedzenia przez dzieci arbuza. Nie dziwi więc fakt, iż ojciec wywołuje w nich lęk, który nie mija nawet po śmierci mężczyzny. I żadnym usprawiedliwiającym argumentem nie jest przedśmiertne wyznanie kierowane przezeń do Franusia, że to bycie ojcem – dyktatorem spowodowane było chęcią sprostania wymaganiom archetypu ojcowskiego.

Scena zbiorowa. Fot. Cezary Piwowarski
Władysław przyznaje, że to on powstrzymywał go przed byciem sympatycznym, okazującym ciepłe uczucia, rozumiejącym tatusiem. Bo ojciec musi być w myśl tego stereotypu twardym, zasadniczym i silnym mężczyzną. Przez okazanie takiej tatusiowej „słabości” pan Władysław (bardzo wyrazisty Arkadiusz Brykalski) mógłby się stać obiektem kpin ze strony środowiska oficerskiego. Artur Pałyga, a w ślad za nim Tadeusz Kabicz rozpoczynają „Ojcze nasz” przeciwstawieniem patriarchalnemu układowi rodziny układu partnerskiego, w którym ojcowie, a w zasadzie poczciwi tatusiowie („tatusiowie – milusiowie”) zajmują się swoimi małymi dziećmi: zmieniają im pieluszki, przygotowują posiłki, zabawiają. Snujący tę narrację Franuś (Mateusz Rusin) sarkastycznie wyraża tęsknotę i podziw dla niegdysiejszych ojców, podobnych do jego własnego, którzy potrafili zgotować piekło swoim najbliższym. To daje impuls do refleksji nad właściwszym modelem rodziny i obrazem ojcostwa we współczesnym społeczeństwie.
W słuchowisku wyreżyserowanym przez Tadeusza Kabicza istotną rolę odgrywa też tło obyczajowe. Jego wiarygodne przedstawienie to niewątpliwa zasługa Anny Balcewicz (reżyseria dźwięku) i Renaty Baszun (opracowanie muzyczne) oraz aktorów: Jolanty Olszewskiej i ekipy z Teatru Rampa w składzie: Kamila Boruta – Marszałek, Konrad Marszałek i Julian Mere. Są świetni, gdy jak starożytny chór komentują wydarzenia, jak i w epizodach.
*Recenzja napisana dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam opublikowana 8.02.2026 r.
Komentarze
Prześlij komentarz