Gender precz! *
„Gwałtu, co się dzieje!” nie należy do najwybitniejszych dzieł Aleksandra Fredry, co nie przeszkadza reżyserom teatralnym w stosunkowo częstym sięganiu po ten tekst. Może działa tu przekonanie, że komediowy schemat przebieranki „chłopa za babę” i odwrotnie jest zawsze chwytliwy. Najnowsza realizacja tej sztuki autora „Zemsty” miała swoją premierę w internecie 15 lutego 2026 roku, a wyreżyserował ją Michał Chorosiński z zespołem Teatru Klasyki Polskiej.

Scena zbiorowa. Fot. screen ekranu
Akcję napisanej równo 200 lat temu komedii Aleksander Fredro umiejscowił w Osieku koło Sandomierza. To właśnie tutaj białogłowy przejęły władzę od swoich małżonków – władzę i kostiumy (tylko czemu szlacheckie zamiast mieszczańskich – o to należałoby zapytać Annę Czyż), ich samych skazując na noszenie spódnic i czepków oraz wykonywanie czynności zarezerwowanych dotąd dla kobiet: opieki nad dziećmi, robienia na drutach i przędzenia. Kobiety zaś stanowią prawo i czasami je naciągają, sprawują sądy, są przy tym stanowcze i bezwzględne. Fredro pokazuje, że władza, nawet najmniejsza i iluzoryczna, jak choćby burmistrza małego miasta, potrafi zmienić człowieka na gorsze.
Urszulę, w której przypadku to zagadnienie ujawnia się w największym stopniu, gra całkiem przyzwoicie Dominika Chorosińska, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, dwutygodniowa była minister kultury. Rządy kobiet są monolitem do momentu, gdy do Osieka przybywa młody husarz Jan Kanty Doręba (Ksawery Szlenkier), ukochany Kasi (Marta Dylewska), podopiecznej burmistrza Tobiasza (bardzo dobra rola Roberta Latuska) i jego małżonki Urszuli. Doręba postanawia ratować osiecki ród męski i przywrócić odwieczny porządek świata, uwalniając Osiek z ideologii gender – jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Używa do tego, by nie zdradzać za wiele, fortelu o zabarwieniu miłosnym. Pomagają mu też wieści o najeździe Tatarów.
Spektakl ma bardzo wartkie tempo, a aktorzy dbają o poprawną dykcję, czasami tylko nadużywając zbyt szerokiej gestykulacji, nadekspresyjności i skłonności do czynienia chaosu na scenie. Należy docenić – poza już wymienionymi – pracę Arkadiusza Janiczka w roli Błażeja, Macieja Wyczańskiego jako Grzegorka i Leszka Zdunia w roli zabawnego, sepleniącego i strachliwego Kaspra.
Adekwatna do klimatu i czasu akcji jest muzyka Marcina Pospieszalskiego. Najprostsza z możliwych, by nie powiedzieć uboga, prawdopodobnie stworzona z myślą o spektaklach wyjazdowych, jest scenografia Sławomira Czyża. W przedstawieniu nie ma elementów, które zakłócałyby przekaz Fredry czy wręcz wezwanie, które w przypadku teatru misyjno-edukacyjnego, jakim jest Teatr Klasyki Polskiej, jest szczególnie istotne.
„Wyrzeknijcie się wzajemnie władzy – znajdziecie przyjaźń; wyrzeknijcie się rządów, znajdziecie szczęście” – nawołuje w finale Doręba, wskazując, iż zarówno patriarchat, jak i matriarchat nie są lepsze niż partnerstwo i równouprawnienie w relacjach damsko-męskich.
To poprawne, dalekie od doskonałości przedstawienie zostało zrealizowane przez Fundację Teatr Klasyki Polskiej w ramach projektu „Osiek gender studies” ze środków Krajowego Planu Odbudowy, inwestycja A2.5.1: Program wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju. Sfinansowano przez Unię Europejską Next Generation EU. Spektakl dostępny jest w Internecie.
* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 16.02.2026 r.
Komentarze
Prześlij komentarz