Edzio Prokop, bohater
grany przez Jerzego Bończaka w serialu „Dom”, przed przystąpieniem do
wykonania jakiejś pracy zwykł mawiać: „Dla mnie to małe piwo przed
śniadaniem”. Niewykluczone, iż sam Bończak mógł tak powiedzieć,
podejmując się reżyserii „Prezentu urodzinowego” Robina Hawdona w
Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (premiera odbyła
się w sylwestrowy wieczór 2025 r.). Była to bowiem jego szósta – po
dwóch warszawskich, jeleniogórskiej, płockiej i kieleckiej – realizacja
tej komedii. I trzecia (po „Szalonych nożyczkach” i „Prywatnej klinice”)
praca z zespołem radomskiego teatru.
 |
| Scena zbiorowa. Fot. Bogdan Karczewski |
Tytułowym
prezentem miała być erotyczna schadzka z kobietą lekkich obyczajów,
niejaką Mimi, w ekskluzywnym hotelu, którą to zafundował Boby’emu
przyjaciel Jeff – niejako na otarcie łez po świeżym jeszcze cierpieniu
spowodowanym rozstaniem z żoną. Zamiast jednak wynajętej panienki do
pokoju urzędnika trafia spokojna, nieco zagubiona Kate, która Boba
bierze za Dicka, z zawodu psychiatrę, z którym umówiła się za
pośrednictwem agencji matrymonialnej na randkę w ciemno. Spędzenie
wieczoru z tą sympatyczną dziewczyną Bob uważa za lepszą dla siebie
opcję niż noc z prostytutką. Wpada więc na pomysł, żeby „zamienić”
siebie na Dicka. Ma mu w tym pomóc Tony, hotelowy kelner, który – nie za
darmo, ma się rozumieć – chętnie podejmuje się tego zadania. Ale
zamiast pomóc, tylko bardziej namiesza. Pechowo dla niego w hotelu zaraz
po prawdziwym Dicku pojawia się niejaka Liz – i bynajmniej nie jest ona
dziewczyną do towarzystwa, za którą bierze ją Tony. Ot, typowe dla
komedii qui pro quo.
Z każdą chwilą akcja staje się
coraz bardziej dynamiczna, a chaos tak wielki, że momentami sami
bohaterowie zdają się nie pamiętać, kim są, co prowadzi do zaskakujących
zwrotów. Świetne tłumaczenie Elżbiety Woźniak niesie aktorów i nawet
jeśli trochę szarżują oraz przerysowują grane przez siebie postaci,
absolutnie nie przeszkadza to publiczności – przeciwnie: wywołuje salwy
spontanicznego śmiechu i potęguje ciekawość w oczekiwaniu na pojawienie
się Mimi. Trzeba przyznać, iż aktorzy nie mają w „Prezencie urodzinowym”
łatwego zadania, bowiem akcja dzieje się (dzięki pomysłowej scenografii
Klaudii Solarz) jednocześnie w dwóch hotelowych apartamentach. Trzeba
więc „wypełnić” sobą czas, gdy główny dialog wybrzmiewa w sąsiednim
pokoju.
 |
| Jerzy Bończak i Adam Majewski. Fot. Bogdan Karczewski |
Przebiegłego i
pogubionego w plątaninie zdarzeń, których po części jest motorem,
Tony’ego gra gościnnie z komediowym zacięciem sam reżyser (wymiennie z Mateuszem
Michnikowskim, wnukiem Wiesława). Adam Majewski jest przekonujący jako
Bob – sztywny, zasadniczy, pozbawiony życiowego polotu urzędnik
państwowy; Michał Węgrzyński zaś rozbrajająco zabawny jako pogubiony w
życiu osobistym lekarz psychiatra, bardziej potrzebujący pomocy niż jego
pacjenci. Pod wpływem wydarzeń urodzinowego wieczoru panowie przechodzą
wyraźną przemianę. Pomagają im w tym silne kobiety: Kate (Natalia
Samojlik, która bardzo pięknie, stopniowo rozwija tę postać z „szarej
myszki” w kobietę energiczną i zdecydowaną) oraz Liz (znakomita Joanna
Jędrejek - Jackowska jako kobieta otwarcie wyjawiająca swoje potrzeby w
mocno niekonwencjonalny sposób).
Ale
„Prezent urodzinowy” w radomskim Powszechnym to nie tylko sympatyczny
wieczór w teatrze (także dzięki opracowaniu muzycznemu Mariana
Szałkowskiego), nie tylko śmiech i rozrywka. To także refleksja na temat
męskiej przyjaźni, panów zagubionych w skomplikowanym świecie relacji
damsko-męskich. To również prawda o związkach małżeńskich, pochopnie
podejmowanych decyzjach o rozstaniu i potrzebie dawania sobie drugiej
szansy.
* Recenzja napisana dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam opublikowana 13.02.2026 r.
Komentarze
Prześlij komentarz