Belcia szuka siebie i spełnienia *

Jeden z recenzentów przedstawienia „Hotel ZNP. Rękopis znaleziony w popielniczce” w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka napisał, że to spektakl nie dla każdego. I trudno się z nim nie zgodzić, czytając pierwsze internetowe reakcje widzów na telewizyjną premierę spektaklu wyreżyserowanego przez Kubę Kowalskiego na podstawie teatralnej adaptacji książki Izabeli Tadry, dokonanej przez Małgorzatę Maciejewską.
 
Maciej Kobiela i Paulina Walendziak. Fot. Natasza Młudzik

Krytykujących najnowszą premierę Teatru Telewizji najbardziej uderza wulgarność spektaklu – nie tylko w sferze słownictwa, ale i zachowań bohaterów. Ktoś napisał, że „więcej piękniejszego języka polskiego można usłyszeć w wietnamskim burdelu niż w tej sztuce”, inny dosadnie nazwał spektakl „ściekiem”. Sporo jest też utyskiwań na trudność w odbiorze przekazywanych treści. Można odnieść wrażenie, że – zwłaszcza w przypadku spektakli reprezentujących stylistykę teatru postdramatycznego – przydałoby się wprowadzenie komentarzy wstępnych, na wzór tych, które dawno temu poprzedzały większość spektakli Teatru TVP.

Może wtedy stałoby się jasne, że główna bohaterka książki i spektaklu, Belcia (znakomicie zagrana przez Paulinę Walendziak, niezapomnianą Betty Parris w „Czarownicach z Salem” Grzegorzka w łódzkim Jaraczu), to kobieta tkwiąca w nie do końca satysfakcjonującym ją małżeństwie z Wilhelmem (bodaj najpełniej zarysowaną męską postacią w tej sztuce, co doskonale wykorzystał Maciej Kobiela). Po jednej z kłótni z nim – o psią Nianię (nieco nadmiernie przerysowaną przez Karolinę Bednarek) – zamyka się w ubikacji i stamtąd snuje opowieści o tym, co zdarzyło jej się w przeszłości. Nie wiadomo, które z nich są prawdziwe, a które stanowią jedynie wytwór wyobraźni bohaterki.

Karolina Bednarek, Paulina Walendziak i Antoni Włosowicz. Fot. Natasza Młudzik

Przede wszystkim dotyczą one jej relacji z toksyczną matką (bardzo dobra rola Katarzyny Żuk), która nieustannie udziela córce rad dotyczących życia – typu „Musisz znać swoją wartość” – jednocześnie ją krytykując. Belcia szuka więc spełnienia w relacjach z kolejnymi mężczyznami, z którymi spotyka się w „najbrzydszym hotelu w mieście”. Niestety, szybko okazuje się, że i oni są zagubieni w życiu bodaj jeszcze bardziej niż ona. Przykładem może być straumatyzowany sytuacją rodzinną Facet w szlafroku (Damian Sosnowski) czy żyjący minionym związkiem Facet od lakierów (Paweł Kos). Być może dlatego pozostaje jej jedynie tajemniczy „pan” – nie wiadomo, czy realny, czy wyimaginowany – do którego nieustannie się zwraca. Szukając spełnienia, także erotycznego, w kolejnych krótkotrwałych relacjach, Belcia szuka również samej siebie. „Zawsze byłam akuratna. Dokładnie taka, jaką ktoś mnie sobie wymyślił” – mówi i postanawia zawalczyć o prawo do bycia sobą, do życia według własnego scenariusza. Egzemplifikacją tego buntu wobec matki, męża i ciotki są m.in. jej eksperymenty z włosami.

Artystyczny duet Małgorzata Maciejewska / Kuba Kowalski (twórcy m.in. rewelacyjnych „Krwawych godów” w kieleckim Teatrze im. Żeromskiego) także w przypadku „Hotelu ZNP” posłużył się stylistyką nie przez wszystkich akceptowalną – nieco groteskową, nieco kampową, a chwilami wręcz operetkową. Wydatnie pomogli w tym twórcy scenografii i kostiumów (Maks Mac), choreografii (Krystian Łysoń) oraz muzyki (Olo Walicki), wykonywanej na żywo przez Antoniego Włosowicza – autora improwizacji fortepianowych oraz odtwórcę roli Ducha Belci, jej alter ego i psychicznego wsparcia bohaterki.

Owszem, w spektaklu co i rusz padają słowa nieparlamentarne, a w dialogach pojawia się sporo wątków fizjologiczno - erotyczno - seksuologicznych, które mogą drażnić bardziej wrażliwe uszy, jednak większość z nich spełnia istotną funkcję. Ale żeby od razu „ściek”? A może po prostu odbicie rzeczywistości, którym teatr również powinien być?

* Recenzja napisana dla portalu "Teatr dla Wszystkich", gdzie została opublikowana 20.01.2025 r. 



Komentarze