Ćwiczenia zaliczone połowicznie *
Już po raz szósty duet dramaturgiczno – reżyserski Jolanta Janiczak i Wiktor Rubin podjął współpracę z zespołem aktorskim Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Tym razem z salonów m.in. „Rasputina” i „Carycy Katarzyny” twórcy zstąpili na niziny w dosłownym tego słowa znaczeniu. Akcja „Potoku. Ćwiczeń ze wspólnoty” traktuje bowiem o kobiecie, która żyła w dziurze wykopanej w ziemi.

Scena zbiorowa. Fot. Natalia Kabanow
Historia Marii Wojdan, którą opowiada Jolanta Janiczak, wydarzyła się w latach 30. ubiegłego wieku we wsi Potok niedaleko Opatowa w Świętokrzyskiem. To tam właśnie mieszkała ona w dole wykopanym w ziemi. Miała czworo nieślubnych dzieci, każde z innym mężczyzną. Taka nieobyczajność nie mogła być zaakceptowana przez wioskową społeczność. Była więc Maria osobą stygmatyzowaną, wykluczoną ze wspólnoty, uważano ją za osobę upośledzoną, inną, przynoszącą wstyd wiosce. Tym bardziej więc nie zasługującą na empatię ze strony sąsiadów. Okrucieństwu z jakim spotykała się Wojdan dodaje mocy pewien zabobon, który wedle materiałów odnalezionych przez dramaturżkę istotnie zaistniał. Otóż, wierzono wówczas, że jeśli wyciągnie się żyły z umarłego nieślubnego dziecka i zatopi je w świecy, to po zapaleniu sprawi ona, że można stać się niewidzialnym. Z dużym prawdopodobieństwem tak postąpiono ze zmarłym synem Marii Wojdan. Świat przedstawiony przez Janiczak i Wiktora Rubina został dodatkowo uwiarygodniony przez rozpoczynającą spektakl prezentację wideo nakręconą przez Łukasza Surowca w rzeczywistym Potoku, wchłanianym przez nieodległą Cementownię Ożarów, gdzie obecnie znajduje się zaledwie pięć domów zamieszkałych przez 12 mieszkańców.
Przedstawienie zaczyna się w stylistyce teatru postdramatycznego: aktorzy informują widzów, jaką postacią są w sztuce i jaką ona odgrywa rolę w opowiadanej historii. Moderatorem akcji jest Stanisław, syn Marii grany przez Dawida Żłobińskiego, znakomitego w pozawerbalnym przekazie emocji bohatera. Niestety, Jolanta Janiczak, jakby nie wierząc w potencjał historii Marii i w jej ponadczasową moc pokazania problemu przemocy, ostracyzmu, hejtu dopisała narrację współczesną, czasami – jak „podcast” dziewczynek wprowadzający element humorystyczny do tej ponurej opowieści - bardzo luźno związaną z głównym przesłaniem „Potoku”. Trójka aktorów opowiada swoje (trudno stwierdzić na ile prawdziwe) doświadczenia związane z przemocą seksualną, a Maria zachęca widzów do dzielenia się swoimi przypadkami w tym zakresie, co wychodzi bardzo słabo, by nie powiedzieć: nie wychodzi wcale.

Anna Antoniewicz jako Maria Wojdan. Fot. Natalia Kabanow
Przedstawienie razi obscenicznością pokazaną na pograniczu wulgarności i pornografii. Aktorzy co i rusz symulują ruchy kopulacyjne lub wywołujące (samo)zadowolenie erotyczne. Jest też nagi biust Anny Antoniewicz (Marii). Jest scena depilacji łona bohaterki, a wygłaszany podczas tej czynności dialog (w założeniu ważny) zagłusza symultanicznie odbywająca się zabawa ludowa. Takich dramaturgiczno – reżyserskich pomysłów jest w spektaklu znacznie więcej. Niestety, ich nadmiar rozmywa główne założenie reżysera i współpracującej z Wiktorem Rubinem w tym zakresie dramaturżki. Kondensacja narracji, skupienie się na głównym wątku losów Marii Wojdan przyniosłyby przedstawieniu zdecydowanie więcej korzyści niż piętrzenie mających szokować widzów pomysłów.
Niekwestionowanym walorem „Potoku. Ćwiczeń ze wspólnoty” jest natomiast jego warstwa inscenizacyjna. Łukasz Surowiec i Marta Szypulska bardzo racjonalnie zagospodarowali imponującą przestrzeń dużej sceny kieleckiego teatru; Szypulska zaprojektowała też ciekawe kostiumy, utrzymane w kolorze brudnej bieli, które – podobnie jak scenografia – świetnie prezentowały się w zimnym, ostrym świetle, wyreżyserowanym przez Monikę Stolarską. Do tego dodać należy muzykę Krzysztofa Kaliskiego dyskretnie towarzyszącą akcji. Nie zawiodła też dwunastoosobowa obsada (nie licząc statystów w osobach garderobianej i zespołu technicznego), która po raz kolejny dowiodła, że stanowi zgrany i bardzo wszechstronny zespół potrafiący sprostać nawet bardzo kontrowersyjnym pomysłom reżysera.
*Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich", gdzie została opublikowana 30.11.2025 r.
Komentarze
Prześlij komentarz