Przychodzi ekskochanka do lekarza i krzyczy *
Teatr Polskiego Radia (TPR) konsekwentnie, niejako w ramach reminiscencji z tegorocznego Festiwalu „Dwa Teatry” Sopot 2025, prezentuje na antenie teksty dramatyczne stworzone na zamówienie TPR przez współczesnych dramaturgów i przedstawione w konwencji słuchowiska na żywo podczas imprezy festiwalowej. Po „Wyborze” Artura Pałygi w pierwszą sobotę października nadano słuchowisko „Każdy człowiek jest wymyślony” Małgorzaty Sikorskiej – Miszczuk wyreżyserowane przez Katarzynę Łęcką.
![]() |
| Bartosz Opania i Grażyna Wolszczak. Fot. Sebastian Gołos |
Podobnie jak wspomniany „Wybór” (też w reżyserii Łęckiej), tak i to słuchowisko miało swoją festiwalową prapremierę na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie. Wszystkie składają się na cykl „Fala uczuć”, a łączy kameralny charakter, dwuosobowa obsada i spotkanie bohaterów w jakimś przełomowym dla nich momencie. W sztuce Małgorzaty Sikorskiej – Miszczuk tym momentem jest choroba bohaterki.
Ida zaniepokojona pewnymi objawami zgłasza się do lekarza, przyjmującego w gabinecie na lotnisku (sic!). Lekarzem tym okazuje się Adam, jej były kochanek. Ich związek nie należał do spokojnych – przeciwnie: obfitował w kłótnie, wzajemne wyrzuty, oskarżenia, a pikanterii całej sprawie dodawał fakt, iż mężczyzna był żonaty. Trochę trąci banałem, tym bardziej, że elementem pozostałym po tej relacji jest – a właściwie była, bo właśnie odeszła za tęczowy most - suczka Dora, co też w takich historiach jest częstym motywem. Wracając jednak do meritum fabuły sztuki Sikorskiej – Miszczuk: dawny kochanek Idy wykonuje jej testy, które wykrywają u niej obecność covidu. Fakt ten budzi u kobiety zrozumiały lęk i przekonanie, iż jej dni są policzone. Jak potoczą się losy głównych postaci, tego dowiedzą się ci, którzy zechcą wysłuchać audycji dostępnej na stronach podcastowych Polskiego Radia.
Natomiast rozpatrując stronę artystyczną słuchowiska „Każdy człowiek jest wymyślony” trzeba stwierdzić, iż jest ono pod względem dramaturgicznym za bardzo – w mojej ocenie - „przekombinowane”. Bo czegóż tu nie ma – jest sztampowa nieco metaforyka (kruki, wrony, deszcz), są odwołania literackie, m.in. do „Naszej klasy” Tadeusza Słobodzianka, elementy fantastyki (kosmos), metafizyki i oniryzmu (spotkanie bohatera z nieżyjącymi bliskimi sobie osobami). Można się zagubić w tym świecie wyobraźni autorki, zwłaszcza jeśli jest się słuchaczem szukającym „fali uczuć”. A na dodatek wszystko to zagrane przez nie byle jakich aktorów, bo Grażynę Wolszczak i Bartosza Opanię, niemal stale podniesionym, agresywnym głosem (by nie powiedzieć: krzykiem), bez tonowania emocji. Trudno w takich okolicznościach wzbudzić w sobie (mam na myśli odbiorcę) pozytywne odczucia względem postaci, nawet jeśli przeżywają one trudne sytuacje. Powie ktoś – należało się tego spodziewać w sytuacji, gdy już na początku aktorzy lojalnie ostrzegają: „Cztery buty, dwa jamniki / będą w tej historii krzyki/ żel Fenistyl, dwa komary / będą w tej historii czary”. A jednak w globalnej ocenie dominuje rozczarowanie.
* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich", gdzie pod zmienionym tytułem ukazała się 5.10.2025 r.

Komentarze
Prześlij komentarz