Dwa światy w jednym łóżku *

Historia teatru zna przynajmniej kilka takich przypadków, że mono – i duodramy są w stanie powiedzieć o kondycji człowieka we współczesnym świecie więcej niż sztuki wieloobsadowe z rozbudowaną oprawą wizualną. Jest jeden warunek: muszą być dobrze napisane, wyreżyserowane i wyśmienicie zagrane. Jak „Separatka” Joanny Szczepkowskiej w jej reżyserii i z nią w jednej z dwóch głównych ról.


Pokaz telewizyjny tej sztuki, która swą premierę miała w grudniu ubiegłego roku na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie, był nawiązaniem do prapoczątków Teatru Telewizji, kiedy to spektakle pokazywane były na żywo. Wydaje się, że w tym przypadku przedsięwzięcie nie musiało być specjalnie skomplikowane, bowiem cała scenografia (w studiu telewizyjnym zbudowała ją Małgorzata Machura) to jedno łóżko, jakieś okno... Jednym słowem szpitalna sala przeznaczona dla jednego pacjenta, do której w wyniku czyjejś pomyłki czy zaniedbania trafiają dwie kobiety: Alina (Dorota Landowska) i Marta (Joanna Szczepkowska). Żadna z nich nie chce ustąpić, uważając, że to jej należy się miejsce w szpitalnej „jedynce”. Oczekując na pojawienie się kogoś z personelu lecznicy (co nie następuje) kobiety zaczynają ze sobą rozmawiać.

Joanna Szczepkowska i Dorota Landowska. Fot. Teatr Telewizji TVP

Wachlarz tematów jest niezwykle szeroki: od psów, mężów, klimatu, gwiazd poprzez kwestię żydowską, bieżącą politykę do patriotyzmu, historii, aborcji, LGBT, wiary i śmierci. Praktycznie w żadnym zakresie między nimi nie ma punktów zbieżnych. Dwie kobiety – dwa skrajnie różne światy; racjonalne argumenty contra fobie, bezrefleksyjnie przyjmowane poglądy głoszone przez określone media i Kościół. Różnice niemożliwe do zniwelowania, wywołujące rozpaczliwą konstatację Marty: „Musimy ze sobą wytrzymać”.

Joanna Szczepkowska napisała sztukę będącą czytelną metaforę społeczeństwa polskiego, w którym rowy podziału są trudne, jeśli w ogóle możliwe, do zakopania. Pokazała to w sposób niezwykle wyważony, bez wyraźnego opowiadania się po którejś ze stron (choć poglądy aktorki – dramaturżki są powszechnie znane), a przy tym ze sporą dawką inteligentnego dowcipu, ironii, a nawet autoironii. Bardzo misternie zbudowała i powiązała kolejne wątki akcji, czym wymusza niejako stałe skupienie widza aż do zaskakującego zakończenia.

Joanna Szczepkowska i Dorota Landowska. Fot. Teatr Telewizji TVP

Dorota Landowska i Joanna Szczepkowska swą wirtuozowską grą zbudowały wyraziste, do bólu prawdziwe postaci, różniące się się generalnie wszystkim: od poziomu wiedzy i wykształcenia po sposób mówienia i zachowania. Dodatkowo w kreacji Marty – Szczepkowskiej daje się chwilami wyczuć osobiste doświadczenia aktorki. Nawiasem mówiąc, ciekawe byłoby obejrzenie przedstawienia „Separatki”, w którym aktorki zamieniłyby się postaciami. Obie doskonale odnajdują się w konwencji sztuki będącej w założeniu komedią, ale taką, podczas oglądania której trudno o szczery, radosny śmiech. To raczej komediodramat o nas i czasach nam współczesnych. O Alinach, których pełno dookoła. Oprócz znakomitego aktorstwa należy również docenić perfekcyjną realizację telewizyjną spektaklu, będącą dziełem Marka Bika.  

* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich", gdzie została opublikowana 14.10.2025 r. 



Komentarze