Śpieszmy się sobie powiedzieć... *


Na zakończonym niedawno 24. Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry” w Sopocie Wielkimi Nagrodami Festiwalu za wybitne kreacje w obu teatrach otrzymali Anna Dymna i Jerzy Radziwiłowicz. Dla uhonorowania laureatów TVP Kultura pokazał „Spadkobierców” z 1994 roku w reżyserii Ireneusza Englera, w których zagrali obydwoje oraz spektakl „Chciałam ci tylko powiedzieć…” z główną rolą Anny Dymnej.
 
Olga Świderska i Maja Ostaszewska. Fot. TVP
 

To przedstawienie, które na tym samym festiwalu w 2007 roku przyniosło Małgorzacie Imielskiej, uznanej dokumentalistce, nagrodę im. Stefana Treugutta za debiut autorski i reżyserski w Teatrze Telewizji, a Mai Ostaszewskiej wyróżnienie aktorskie. Właśnie za pośrednictwem bohaterki granej przez tę aktorkę poznajemy historię skomplikowanych relacji córki z matką. Tę ostatnią widzimy podczas oglądania nagrania sporządzonego amatorską kamerą, pokazującego codzienne wydarzenia z życia 32 – letniej kobiety i jej córki, Olusi (Olga Świderska). Początkowo wszystko układa pomyślnie: wkrótce zostanie wydana jej debiutancka książka dla dzieci, jej mąż Adam (Rafał Maćkowiak) otrzymał pracę w agencji reklamowej. Córka chce udowodnić matce, że wbrew jej obawom (uzasadnionym poniekąd, bowiem dziewczyna zmaga się od dzieciństwa z psychozą schizoafektywną) potrafiła ułożyć sobie normalne życie z mężczyzną - paranoikiem, którego poznała podczas jednego z pobytów w szpitalu psychiatrycznym. Niestety, wkrótce wydarzenia przybierają: Adam ponownie trafia do szpitala, traci pracę, ona nie zostaje zatrudniona w redakcji ze względu na swoje schorzenie, ich córka zostaje zabrana do domu dziecka… Kobieta zostaje z tym wszystkim sama. Jej matka (grana właśnie przez Annę Dymną) zajęta swoją karierą (kontrakt w Bostonie) i sugestiami lekarzy zalecającymi ograniczenie kontaktów z córką z powodu złego oddziaływania na jej stan, dowiaduje się o wszystkim, gdy dochodzi do nieodwracalnego dramatu.

Olga Świderska i Rafał Maćkowiak. Fot. TVP

Dymna przekazuje przeżycia i wewnętrzny dramat swojej bohaterki w zasadzie bez słów, jej kwestie to w większości rozmowa telefoniczna z niejaką Hanią, interakcja z monologiem córki to spojrzenia, gesty, czasem łzy lub nerwowo zapalany papieros. Ale ileż w tym prawdziwych, bolesnych emocji! W ogóle ten kameralny dramat psychologiczno – społeczny, trwający ledwie godzinę niesie w sobie ogrom ważnych, a niełatwych kwestii. Porusza problem toksycznych relacji między osobami sobie najbliższymi (przynajmniej formalnie), potrzeby i prawa decydowania o sobie (także osób dotkniętych przypadłościami o podłożu psychicznym), stosunku społeczeństwa do tych, którzy w jakiś sposób odbiegają od stereotypowej normy. Na dodatek Małgorzata Imielska pokazuje je w sposób pozbawiony łopatologicznego dydaktyzmu, zmuszając widza do refleksji i samodzielnego zastanowienia się nad rzeczonymi problemami. Nie pozbawia jednocześnie widza doznań estetycznych – poza doskonałym aktorstwem głównych aktorek warto też zwrócić uwagę na zdjęcia Jarosława Szody i muzykę Michała Lorenca

* Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich" i tam została opublikowana 2.07.2025 r. 






Komentarze