Tajemnica XIII Księgi "Pana Tadeusza" *

Ekscytująco i rozkosznie zabawnie rozpoczął się nowy sezon Teatru Telewizji. Krotochwila Macieja Wojtyszki przedstawia spotkanie dwóch Romantyków: Adama Mickiewicza i Aleksandra Fredry.

Scena zbiorowa. Fot. Arsen Petrovych/TVP

Maciej Wojtyszko jest wytrawnym autorem przedstawiającym prawdziwe lub domniemane spotkania wybitnych postaci z polskiej kultury. Dość przypomnieć dwie jego sztuki z Teatru Polskiego i Narodowego w Warszawie, pokazywane w ubiegłym roku w Teatrze Telewizji: „Deprawator”, którego bohaterami byli Gombrowicz, Herbert i Miłosz oraz „Dowód na istnienie drugiego” z Gombrowiczem i Mrożkiem jako protagonistami. Tym razem Wojtyszko zetknął ze sobą dwóch krańcowo różnych autorów: poważnego, narodowo – ojczyźnianego Adama Mickiewicza i mistrza komedii Aleksandra hrabiego Fredrę. Panowie spotykają się w Hotelu Lambert w Paryżu w 1850 roku. Spotkanie nie ma zbyt miłego początku, bowiem Mickiewicz jest przekonany, że tylko Fredro dysponuje takim talentem, który umożliwił mu stworzenie dalszego ciągu flagowego dzieła wieszcza – „Pana Tadeusza”, w którym ze szczegółami i za pomocą dosadnego, wulgarnego słownictwa opisano noc poślubną Tadeusza i Zosi.

Autor „Ksiąg sprośności” nie rozwiązuje zagadki autorstwa XIII Księgi „Pana Tadeusza” sugerując jedynie, iż duży udział w powstaniu tego dzieła mogła mieć żona autora „Zemsty” hrabina Zofia z Jabłonowskich Fredro, gdyż to ona najbardziej swobodnie „rzuca mięsem”. Danuta Stenka gra ją w sposób zdystansowany, a jednocześnie przedstawia wyzwoloną, bezpruderyjną damę. Jakże różną od zagubionej, psychicznie udręczonej żony Mickiewicza w znakomitej kreacji Patrycji Soliman.

Krzysztof Tyniec i Ireneusz Czop. Fot. Arsen Petrovych/TVP

Sztuka Wojtyszki utrzymana jest w lekkiej, iście Fredrowskiej stylistyce, akcja toczy się wartko, dialogi cechuje błyskotliwość i naturalność. Ciekawym zabiegiem jest wplecenie w wypowiedzi postaci historycznych tekstu współczesnego narratora, a może aktora wcielającego się w daną postać. Skierowane są one najczęściej wprost do widza i wyrażają wątpliwości, czy postaci z XIX wieku „mogli tak powiedzieć”, czy aby już wtedy znali dane określenia. Zabawne są sceny, gdy główni bohaterowie przerzucają się synonimami albo cytatami z własnych dzieł. Interesującym jest wątek poszukiwania przez Fredrów syna zaginionego po powstaniu na Węgrzech i religijności Mickiewiczów z jednej strony oddanych Kołu Sprawy Bożej Towiańskiego, a z drugiej żyjącej w trójkącie erotycznym z nianią swoich dzieci.

Największym atutem spektaklu – poza interesującym i oryginalnym ujęciem tematu – jest aktorstwo. Ireneusz Czop bardzo oszczędnymi środkami tworzy postać Mickiewicza, twórcę świadomego swojej wielkości, a jednocześnie niespełnionego działacza, bohatera narodowego, jakich wielu przedstawia w swoich dziełach; zazdrości Fredrze udziału w kampanii napoleońskiej. Krzysztof Tyniec też nie szarżuje jako Fredro, wyważenie pokazuje dystans swojego bohatera do otaczającego świata, jego wewnętrzne ciepło i miłość do dzieci granych przez Zofię Domalik i Krzysztofa Szczepaniaka. Stonowana kolorystycznie scenografia Wojciecha Stefaniaka i kostiumy Zuzanny Markiewicz dopełniają całości.

 * Recenzja powstała dla portalu "Teatr dla Wszystkich", gdzie została opublikowana 11.09.2025 r. 



Komentarze